Jak żyć w rodzinie i…

Portret uśmiechniętej rodziny
Fot. Jupiterimages

Ciekawi mnie, jakie masz pierwsze skojarzenie z tym początkiem tytułu. Jak kartkuję różne cudowne przewodniki, poradniki (nie kupuję, bo oszczędny jestem) na temat życia w rodzinie czy w małżeństwie, to już same końcówki tytułów mnie odstraszają:. „i nie zwariować”, „i przeżyć”, „i dać radę” itp. Zdawałoby się, że życie w rodzinie to codzienna walka o przetrwanie. Już psycholodzy wyliczyli, że przeszło 70% stresów dnia codziennego wiąże się z rodziną, małżeństwem, układami między rodzeństwem. Zgadzam się z tym. Bo nie ma innego układu międzyludzkiego, w którym ludzie spotykaliby się na tylu poziomach – od najbardziej powierzchownych, dnia codziennego, po najbardziej głębokie i intymne – jak to się dzieje właśnie w rodzinie. Ale chyba jednak warto żyć w rodzinie.

A  więc niech tytuł brzmi: Jak żyć w rodzinie i mieć się wystarczająco dobrze.

Truizmem będzie stwierdzenie, że rodzina jest podstawową komórką społeczną. A takie komórki tworzą bardziej skomplikowany organizm, czyli w tym przypadku społeczeństwo. Ja-kość funkcjonowania komórki (czytaj: rodziny) zależna jest z kolei od jej poszczególnych części (czytaj: członków rodziny) i zdrowych połączeń między nimi (czytaj: stylów komunikowania się w rodzinie).

O  tym, jak żyć jako pojedyncza część komórki i jak współgrać z innymi, miałeś okazję dowiedzieć się z moich wcześniejszych spotkań w Krótkich przewodnikach po dobrym życiu (kolejne przewodniki ukazały się w nr. 57, 58 i 59 „Mukowiscydozy”). Teraz czas na przyjrzenie się całej komórce, czyli rodzinie.

Nie jest to proste chociażby dlatego, że rodzina to znowu szereg nawzajem przeplatających się podsystemów. Mamy małżeństwo (rodzice), dziecko lub dzieci (rodzeństwo). Nie możemy zapomnieć o pokoleniu starszym – rodzice rodziców (teściowa, teść dla jednych, babcia i dziadek dla drugich). A do tego jeszcze byty bliskie nam i wpływające na nas, choć będące składowymi innych komórek – ciotki, wujkowie, kuzynostwo. I można by tak długo wymieniać. Poza tym rodzina nie jest strukturą stałą, ale dynamiczną, podlega ciągłym przemianom. W zależności od okresu jej trwania i wieku swych członków ma coraz to inne zadania do spełnienia. Inne wyzwania stoją przed założoną rodziną tuż na początku związku, inne przed rodziną z małym dzieckiem, później nastolatkiem, młodym dorosłym, inne w okresie tzw. „pustego gniazda”, gdy dzieci wychodzą z domu, i wreszcie inne w okresie starości. Poza tym w grę wchodzą jeszcze uwarunkowania związane z przemianami społecznymi. Klasyczne funkcje rodziny, takie jak prokreacyjna, ekonomiczna, wychowawcza i opiekuńcza, zdają się tracić na znaczeniu na rzecz realizowania indywidualnych potrzeb związanych nierzadko z egoistycznym rozumieniem samorozwoju czy też samorealizacji.

Ale zacznijmy może od początku, czyli założenia rodziny. Niby sprawa oczywista, ale biorąc pod uwagę to, co zaznaczyłem wcześniej, nie taka prosta. Zwróć uwagę, że społeczne przemiany, takie jak liberalizacja postaw w stosunku do tradycyjnych norm (o znaczeniu pojęcia „tradycyjny” jeszcze będzie) życia małżeńskiego, seksualnego, współżycia przedmałżeńskiego, związków pozamałżeńskich, wzrastająca akceptacja dla zachowań ocierających się wręcz o patologię, powodują, że część młodych osób powstrzymuje się od zawarcia związku małżeńskiego i podejmuje alternatywne formy życia partnerskiego. Zauważmy tutaj, że często nie jest to wiązane z dewaluacją samego małżeństwa jako instytucji, tylko wynika z przyczyn psychologicznych. Przede wszystkim z nieuświadomionych albo świadomych lęków związanych z trafnością wyboru życiowego partnera i niepewnością dotyczącą późniejszej jakości i trwałości związku. Deklaracja, że ślub jest mało istotnym aktem urzędowym czy kościelnym, staje się nierzadko kamuflażem dla osobistych wątpliwości i wiąże się z chęcią uniknięcia publicznej deklaracji o stworzeniu trwałego, monogamicznego związku.

Poza tym współczesne małżeństwo obecnie zostaje niejako oderwane od szerszego kontekstu społecznego. Dawniej duży wpływ na jego funkcjonowanie miały: grupa sąsiedzka, wspólnota parafialna, dalsza rodzina oraz przestrzeganie tradycyjnych norm społecznych. Dzisiaj większego znaczenia dla dobrostanu małżeńskiego nabierają te aspekty, które związane są nie tyle z kontekstem społecznym, ale ze wzajemnym zaspokajaniem potrzeb psychicznych, emocjonalnych. A te są pochodną osobistych zasobów reprezentowanych przez małżonków, takich jak cechy osobowości czy postawy życiowe.

Uważa się, że w trwałości i jakości małżeństwa kluczową rolę odgrywa więź psychiczna między małżonkami i jej jakość, szczególnie w pierwszych latach związku. Badania wskazują, że krytyczne dla trwania małżeństwa mają być dwa pierwsze lata. Jeśli przez ten okres związek przetrwa, to będzie wystarczająco dobrze. Jeżeli natomiast już w tym czasie małżonkom towarzyszy rozczarowanie i niechętna postawa wobec siebie, rokuje to rychłym rozstaniem.

Przyjrzyjmy się więc roli więzi małżeńskiej dla trwałości związku. W literaturze psychologicznej można znaleźć wiele teorii dotyczących jego doboru, trwałości i jakości. Jedne mówią, że małżonkowie trwają przy sobie dzięki podobieństwu cech osobowości i temperamentu, inne wskazują na dobro uzupełniania się w tym względzie. Badania te nie doprowadziły jednak do jednoznacznych konkluzji.

Swego czasu sam zająłem się tą problematyką. Zadałem sobie pytanie, czy więź małżeńska rozumiana jako współodczuwanie, współrozumienie i współdziałanie związana jest z trwałością i dobrostanem małżeńskim, a co za tym idzie rodzinnym, i jakie style funkcjonowania i cechy osobowości odgrywają najistotniejszą rolę.

Okazało się, że w przypadku kobiet najważniejsze jest posiadanie realistycznych oczekiwań w stosunku do małżeństwa, umiejętność elastycznego działania i skupienie się na bieżących aktywnościach bez perfekcjonistycznych oczekiwań.

Tutaj skojarzyła mi się krótka przy-powiastka, którą sparafrazuję, z książki Seks w stałym związku o młodej rybce. Otóż młoda rybka pływała bardzo nie-spokojnie, to tu, to tam. Podpłynęła do starej ryby i mówi do niej tak: „Pani rybo, pani jest stara i doświadczona, niech mi pani powie, jak dopłynąć do oceanu. Ja pływam tu i tam, i nie mogę dopłynąć”. Na to stara ryba powiedziała: „Rybko, przecież pływasz w oceanie”. Na to ryba: „Phi! To ma być ocean? Przecież to jest zwykła woda!”.

Zatem ważne jest posiadanie realistycznych oczekiwań i umiejętność akceptowania sytuacji i także przebaczania.

W przypadku mężczyzn cechami najbardziej związanymi z siłą więzi małżeńskiej okazały się zdolność do współpracy i udzielania pomocy, pozytywna postawa życiowa z poczuciem humoru oraz dojrzałość związana z przestrzeganiem tradycyjnych, ogólnie obowiązujących norm.

Napisałem o poczuciu humoru. Życie to nie jest kabaret. Tutaj chodzi mi o mechanizm radzenia sobie przy pomocy humoru pogody ducha, która to cecha we współczesnej psychologii uważana jest za równą transcendencji. Odrobina humoru odcina nas od własnych emocji i od sytuacji.

Przytoczę tu dwa zdarzenia z życia osobistego związane z poczuciem humoru i tradycyjnymi normami. Kiedyś rano schodziłem do kuchni, w której już krzątała się moja żona. Spieszyłem się do pracy i chciałem szybko zjeść śniadanie, a  ona zaczęła mi czynić nagle zarzuty, wypowiadając je lekko podwyższonym tonem głosu.

Już chciałem zachować się jak typowy mąż i facet, czyli ze złością odpowiedzieć. Powstrzymałem się; stanąłem na baczność, kiwnąłem po wojskowemu głową i sparafrazowanymi słowami refrenu psalmu powiedziałem: „Łaską jest chłosta z rąk sprawiedliwej”. Reakcją żony był uśmiech na twarzy i słowa: „Przepraszam Cię, powinnam to powiedzieć innym tonem”. Efekt to totalne rozładowanie sytuacji zamiast eskalacja kłótni i rozstanie się w złości (zresztą w duchu przyznałem żonie rację, bo to mądra, acz czasami za szybko działająca osoba).

Kolejna rzecz – tradycyjne normy. Kiedyś udzielałem jakiegoś wywiadu pewnej pani żurnalistce i użyłem sformułowania „tradycyjne normy”. Zostałem przez tę dziennikarkę po-traktowany jak stetryczały, konserwatywny dziad, bo tradycyjne to przecież staromodne. Szło zresztą o to, co jest tematem naszego dzisiejszego spotkania. Wtedy jej odpowiedziałem: „A co jest lepsze, czy chleb z byle jakiego sklepu sieciowego, czy chlebek wypiekany wedle tradycyjnego przepisu dziadka Tadka?”. Pamiętajmy – tradycyjny to nie znaczy staromodny, nieprzystający do teraźniejszości – to znaczy sprawdzony. Oczywiście, jeśli mam tradycyjny przepis na potrawę, to zawsze mogę go trochę urozmaicić o nowe przyprawy. Ale istota ma być taka sama – tradycyjna, czyli sprawdzona.

Myślę, że czujesz niedosyt po moim artykule. Proszę, potraktuj go jako wstęp do dalszych spotkań – jeśli takowe będą mi dane. Jednak tak jak zaznaczyłem na wstępie, pisanie o rodzinie jest trudne. Może w następnym spotkaniu uda mi się upraktycznić temat i zająć się innymi płaszczyznami funkcjonowania rodziny .

I  jeszcze nieobciążająca, a  wydaje mi się, że z pożytkami praca domowa.

Najlepiej byłoby, gdyby wszyscy członkowie rodziny ustosunkowali się indywidualnie do powyższego krótkie-go testu (tab.) i później razem wyniki przedyskutowali.

Proszę, ustosunkuj się do każdego z poniższych pięciu stwierdzeń poprzez otoczenie kółkiem cyfry najlepiej odzwierciedlającej Twoje odczucia:Prawie zawszeCzasamiPrawie nigdy
Cieszy mnie, że mogę zwrócić się do mojej rodziny o pomoc, jeśli mam jakieś kłopoty lub zmartwienia.210
Cieszę się ze sposobu, w jaki moja rodzina rozmawia ze mną o naszych wspólnych sprawach i dzieli się ze mną swoimi problemami.210
Uważam, że moja rodzina akceptuje i wspiera mnie w podejmowaniu nowych aktywności.210
Cieszy mnie sposób, w jaki moja rodzina wyraża emocje i reaguje na moje uczucia takie jak złość, smutek, miłość.210
Cieszę się ze sposobu, w jaki moja rodzina i ja spędzamy wspólny czas.

Zsumuj wszystkie zaznaczone wartości. Jeśli suma wyników dla wszystkich stwierdzeń mieści się w przedziale 7–10, to znaczy, że żyje ci się w rodzi-nie dobrze. Wynik w granicach 4–6 wskazuje na przeżywanie już pewnych trudności w życiu rodzinnym. Wynik 0–3 przemawia za złym samopoczuciem związanym z życiem rodzinnym i koniecznością wprowadzenia zmian. Przedyskutujcie te wyniki; kto czuje się najlepiej w rodzinie, a który z członków rodziny odczuwa dyskomfort ze wspólnego życia. W ukierunkowaniu pracy nad zmianą na lepsze może pomóc analiza wyników oddzielnie dla każdego stwierdzenia.

Stwierdzenie pierwsze mówi o poziomie tzw. adaptacji, czyli o tym, w jaki sposób pomagacie sobie nawzajem, rozwiązujecie problemy, szczególnie w sytuacjach kryzysu, obciążenia.

Stwierdzenie drugie wskazuje na umiejętność partnerskiego komunikowania się ze sobą, wspólnego podejmowania decyzji w ważkich dla rodziny kwestiach, takich jak finanse, opieka medyczna, poważniejsze zakupy czy inwestycje, plany urlopowe itp.

Stwierdzenie trzecie pokazuje, w jaki sposób rodzina wspiera każdego jej członka w rozwijaniu jego stylu życia czy udziela rad i pomocy w tym zakresie.

Czwarte stwierdzenie dotyczy sposobu wyrażania emocji, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych (często szczególnie na ten aspekt trzeba zwrócić szczególną uwagę, nie negując także pomocy z zewnątrz, jeśli takowa będzie potrzebna).

Ostatnie stwierdzenie mówi o poziomie satysfakcji z czasu spędzanego z rodziną.

W ten sposób dowiemy się, co szczególnie należałoby udoskonalić lub zmienić. Ale tak to już jest, że każda zmiana i każde doskonalenie związane są z wysiłkiem. Antoni Regulski powiedział kiedyś o małżeństwie (ale można to śmiało rozciągnąć na rodzinę), że to „diament szlifowany całe życie”.

Warto szlifować.

Życzę zdrowia i wytrwałości

Literatura inspirująca

  1. Adamski F. Socjologia małżeństwa i rodziny. Kraków, 1982.
  2. De Barbaro B. Wprowadzenie do systemowego rozumienia rodziny. Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków, 1999.
  3. Baszak-Radomańska E., Sobkowicz J. Seks w stałym związku. Wyd. AKAPIT, Lublin, 2011.
  4. Kornacka M. Małżeństwo – instrukcja obsługi. Fronda, Warszawa, 2021.
  5. Putyński L. Rola czynników psychologicznych w kształtowaniu więzi małżeńskiej i postaw wobec życia małżeńskiego młodych małżeństw, [w:] R. Stychmiler, J. Krzywkowska (red.), Jak przygotować do małżeństwa? Olsztyn, 2013, s. 318–326.
  6. Smilkstein G. The Family APGAR: A  proposal for family function test and its use by phisicians, The Journal of Family Practice, 1978, 6, s. 1231–1239.
  7. Szopiński J. Więź psychiczna a  zadowolenie z małżeństwa, Problemy rodziny, 1981, s. 17–21.