O radościach i trudach dorastania z chorobą przewlekłą

Opublikowany:

Wykład Lucyny Maksymowicz podczas Ogólnopolskiego Szkolenia w Falentach
„Zagubieni w dorastaniu” 1 Wiek dorastania to czas bogatych przeżyć, a  jednocześnie okres buntu. Potocznie określa się go jako czas „burzy”, który cechuje skrajna zmienność nastroju i często nieprzewidywalne zachowanie. Podejmowałam już ten problem na łamach „Mukowiscydozy” kilka lat temu. Wracam do niego ponownie z dwóch powodów. Po pierwsze, uznaję, że jest to ważny temat z terapeutycznowychowawczego punktu widzenia. Po drugie, jako matka dorosłych już dzieci, miałam okazję przekonać się osobiście, że problem mamy z tym, czego nie rozumiemy. Boimy się tego, czego nie znamy. Nie będziemy w stanie pomóc dorastającym dzieciom, jeśli nie poznamy zasad panujących w ich świecie. I  nie chodzi tylko o przysłowiowe: „Zapomniał wół jak cielęciem był”. Świat zmienia się na naszych oczach, zmieniają się zasady, a właściwie obserwuje się okres braku jakichkolwiek zasad i to wydaje się najtrudniejszym problemem, nie tylko dla nastolatków. Niektórzy twierdzą, że „bycie normalnym w okresie dorastania jest samo przez się nienormalne” 2. Słuchając różnych opowieści nakręcamy się, czekamy na to, czym zaskoczą nas własne dzieci. One same też czekają na ten „tajemniczy, niebezpieczny czas”. Czasami czują, że muszą zrobić coś szalonego, bo przecież wszyscy tego oczekują?! Dziwić może lęk dorosłych przed dojrzewaniem własnych dzieci. Przecież sami przez to przechodziliśmy, czy już zapomnieliśmy, co było wtedy najważniejsze? Trafnie ujmuje to Irena Obuchowska w swojej książce Drogi dorastania, pisząc: „Każde dorastające dziecko w pewnym sensie ucieka od swoich rodziców, zmienia dotychczasowe bezpieczeństwo na niepewność, a  stabilność i harmonię dziecięcego świata na trudy poszukiwań. Choć pragnie utrzymać więź z rodzicami, to równocześnie pragnie być sobą, podkreśla swoją odrębność i walczy o prawo do niej” 3. Okres ten jest dla młodego człowieka trudny, ale nie musi wywracać jego życia i rodziny do góry nogami. Wystarczy odrobina zrozumienia, wrażliwości, cierpliwości i przede wszystkim więcej czasu poświęconego na rozmowę. Rodzice czują się często bezradni, zastanawiają się, jak skłonić nastolatka do pilności w nauce (zaczął przywiązywać mniejszą do tego wagę), innego stylu ubierania się (eksperymentuje, wkładając dziwne bluzy i buty) czy „stania się posłusznym” woli dorosłych, a  przecież właśnie chodzi o coś zupełnie odwrotnego. Musimy sprawić, aby nasze dorastające dzieci czy nasi podopieczni chcieli i byli gotowi, aby przejmować odpowiedzialność za własne życie, dokonując samodzielnych wyborów. Ale to nie jest temat na jedną rozmowę, to proces, który trwa kilka, a nawet kilkanaście lat i rozpoczyna się już od maleńkości. Dziecko doświadcza różnych przeżyć, które będą w mniejszym lub większym stopniu decydować o kształtowaniu się jego tożsamości i dojrzałości. Ważnym elementem w tym procesie jest rozwijanie samodzielności. Już dwuletnie dziecko odtrąca pomoc rodzica podczas jedzenia czy wchodzenia po schodach, krzycząc: „sama”, „sam chcę”. Po wykonaniu zadania odczuwa radość i satysfakcję, rozpoczyna się proces kształtowania kompetencji – poczucia, że potrafię coś zrobić. Niestety, samodzielność może być w dziecku również tłumiona. Mniej lub bardziej świadomie wyręczamy dziecko podczas ubierania się czy sprzątania, kierując się jego „dobrem” oczywiście. W praktyce rzadko się zdarza, aby nadopiekuńczy rodzice karmili lub wycierali nos nastolatkowi, ale zdarza się to jeszcze – niestety – w klasie pierwszej szkoły podstawowej. Nauka samodzielnego wykonywania czynności samoobsługowych to początek. Trudniejszym zadaniem może okazać się podejmowanie decyzji i ponoszenie konsekwencji z tym związanych. Takiej umiejętności też trzeba się nauczyć, warto więc stwarzać sytuacje, w których już małe dziecko będzie mogło bezpiecznie próbować swoich sił (np. w zakresie wyboru fryzury, kupowanej odzieży, przygotowywania posiłku, pokonywania różnych trudności odpowiednich dla danego wieku czy możliwości). Im dziecko staje się starsze, tym większe pojawiają się wyzwania i częściej – niebezpieczne sytuacje. Część rodziców wprowadza zakazy, ale to nie rozwiązuje problemu. W życiu na każdym kroku może czyhać na nas niebezpieczeństwo. Warto o tym rozmawiać, własnym przykładem pokazywać, że z wieloma trudnościami jesteśmy w stanie sobie poradzić. Dziecko musi nabyć przekonania, że sobie poradzi nawet w trudnej sytuacji. Nie stanie się tak, jeśli nieustannie będziemy bać się, że zrobi sobie krzywdę. W ten sposób nieświadomie będziemy pokazywać, że nie wierzymy w jego możliwości, że boimy się otaczającego świata. Jak ono samo ma w siebie uwierzyć? Wydaje się to szczególnie ważne w przypadku osób przewlekle chorych, które, podobnie jak zdrowe, mogą i powinny dążyć do osiągnięcia maksimum swoich możliwości fizycznych, psychicznych i społecznych. Jako rodzice czy opiekunowie mamy wpływ zwłaszcza na kształtowanie:
  • poczucia pewności – żeby dziecko rozumiało sytuację, w jakiej się znajduje, umiało ją ocenić;
  • poczucia zaradności – żeby dziecko było przekonane, że sobie poradzi, lub wiedziało, do kogo zwrócić się o pomoc, żeby rozwiązać problem;
  • poczucia sensu – żeby dziecko było przekonane, że życie ma sens, pojawiające się wraz z chorobą wymagania będą wtedy warte podejmowania wysiłku.
Wychowanie to przede wszystkim wprowadzanie dziecka w świat określonych wartości, norm i zasad, to rozwijanie umiejętności podejmowania decyzji i ponoszenia odpowiedzialności za swoje czyny. Coraz częściej podkreśla się, że o sukcesie młodego człowieka w dorosłym życiu będzie decydowało nie tylko wykształcenie, ale właśnie zestaw różnorodnych umiejętności życiowych (kompetencji do działania), dzięki którym łatwiej będzie radził sobie z codziennymi zadaniami. Umiejętności życiowe (life skills) odnoszą się do kompetencji osobistych, społecznych, interpersonalnych, poznawczych, uniwersalnych. Na szczególną uwagę zasługuje klasyfikacja opracowana przez UNICEF, która przedstawia następujące umiejętności życiowe, determinujące prawidłowy rozwój młodego człowieka: 4
  • Interpersonalne – empatia, aktywne słuchanie, przekazywanie i przyjmowanie informacji zwrotnych, porozumiewanie się werbalne i niewerbalne, asertywność, odmawianie, negocjowanie, rozwiązywanie konfliktów, współdziałanie;
  • Budowanie samoświadomości –samoocena, identyfikacja swoich mocnych i słabych stron, pozytywne myślenie, budowanie pozytywnego obrazu własnej osoby i ciała;
  • Budowanie własnego systemu wartości – rozumienie różnych norm społecznych, przekonań, kultur, tolerancja, tworzenie własnej hierarchii wartości, postaw i zachowań, przeciwdziałanie dyskryminacji i stereotypom;
  • Podejmowanie decyzji – twórcze i krytyczne myślenie, rozwiązywanie problemów, identyfikacja ryzyka dla siebie i innych, poszukiwanie alternatyw, przewidywanie konsekwencji własnych działań i zachowań, stawianie sobie celów;
  • Radzenie sobie i kierowanie stresem – samokontrola, radzenie sobie z presją, gospodarowanie czasem, radzenie sobie z lękiem i sytuacjami trudnymi, poszukiwanie pomocy.
Placówki oświatowe, niestety, nie do końca radzą sobie z kształtowaniem umiejętności życiowych powierzonych ich opiece uczniów. Stąd warto, aby rodzice także podejmowali działania z tym związane. W przypadku osób przewlekle chorych dodatkowo warto rozwijać umiejętności samoobserwacji, samokontroli i samoopieki. Ważnym zadaniem rodziców na tym etapie rozwoju jest pomoc młodemu człowiekowi w akceptacji własnej choroby. Nie będzie to jednak możliwe, jeśli sami rodzice nie zaakceptują choroby własnego dziecka, tracąc czas na obwinianie się za zaistniałą, a  niezależną przecież od nich sytuację, czy zadawanie sobie pytań typu: „Dlaczego właśnie nas to spotkało?”. A  przecież spotyka to także wiele innych rodzin. Podsumowując, chciałabym podkreślić, że człowiek nie stanie się samodzielny i odpowiedzialny z chwilą ukończenia pełnoletniości. Wymaga to długiego procesu uczenia się i doskonalenia różnorodnych umiejętności, które w okresie dorastania będą pomocne w wypełnianiu kolejnych ważnych zadań rozwojowych, jak np. kształtowania poczucia tożsamości, czyli poszukiwania odpowiedzi na najtrudniejsze pytania egzystencjalne: „Kim jestem, co potrafi ę, na co mnie stać?”.

„Owca w wilczej skórze”, czyli kilka uwag o nastolatkach

Pojęcia: młode pokolenie, młodość czy młodzież mają w literaturze wiele znaczeń, trudno jednoznacznie wskazać przedział wiekowy. Kiedy używa się słowa adolescencja, najczęściej „mowa jest o osobach w wieku 10–19 lat, młodzież oznacza grupę wiekową między 10. a  24. rokiem życia, natomiast młodość jest to etap życia między 15. a 24. albo 10. a 24. rokiem życia” 5. W dorastaniu można wyróżnić dwa podokresy: w pierwszym dominują czynniki biologiczne (faza pokwitania do około 16. roku życia), w kolejnym kulturowe (adolescencja – młodość, po 16. roku życia). Dojrzewanie biologiczne wyprzedza rozwój psychiki. Zarówno dziewczęta, jak i chłopcy stają się nadmiernie pobudliwi, niezrównoważeni emocjonalnie. Cechuje ich również zmienność motywacji oraz wzrost krytycyzmu. Świetnie uchwycił taką opozycyjną postawę nastolatka wobec rodzica Mark Twain 6: „Kiedy miałem czternaście lat, mój ojciec był taki głupi, że z trudem znosiłem go obok siebie. W wieku lat dwudziestu jeden zdziwiłem się, jak wiele zdołał się nauczyć w ciągu minionych siedmiu lat”. U chłopców zdecydowanie zwiększa się siła, wręcz rozpiera poczucie energii, a z drugiej strony pobudliwość seksualna, potliwość ciała czy mutacja głosu wyzwalają w młodym człowieku poczucie zdenerwowania i zagubienia. Dojrzewanie dziewcząt rozpoczyna się wcześniej i przebiega bardziej harmonijnie. Choć są bardziej wyciszone, problemów rozwojowych też im nie brakuje. Problemy z menstruacją i większe wymagania społeczne stawiane dziewczętom, wyzwalają u nich niechętny stosunek do tego okresu. Młodzi ludzie często przeżywają konflikt pomiędzy potrzebą bycia samodzielnym (dorosłym) i jednocześnie chęcią zachowania przywilejów dziecka. Okres młodzieńczy charakteryzuje także rozwój i doskonalenie procesów psychicznych, w tym szczególnie poznawczych (spostrzeganie, uwaga, pamięć, myślenie, wyobraźnia). Nie wszyscy jednak w tym samym stopniu opanowują nowe umiejętności. To, jak interpretujemy różne fakty z życia, zależy od tego, czy jesteśmy w stanie dostrzec istniejące zagrożenie. Dodatkowym czynnikiem zakłócającym w podejmowaniu decyzji jest niezrównoważenie emocjonalne. Silne uczucia towarzyszą nam, kiedy czegoś pragniemy czy o czymś marzymy. Czasami uskrzydlają młodego człowieka, ale potrafią też „zwieść na manowce”. Pokwitanie to dla nastolatków czas silnych napięć erotycznych, pierwszych miłości (zazwyczaj nieszczęśliwych). „Który nastolatek jest zadowolony z siebie, ze swojego wyglądu?” – pyta Joanna Sikora 7 i odpowiada: „… prawie żaden. Zazwyczaj przesadnie przejmują się swoim wzrostem, tuszą, twarzą, głupotą, brakiem pieniędzy, tym, że nigdy nie znajdą chłopaka, dziewczyny. Jakże czasem daleko od młodzieńczych zainteresowań leży szkoła! Ale pamiętając o wszystkich nastoletnich rozwojowych, psychicznych mękach przeżywanych przez uczniów, nie dziwmy się, że czasami »mają w nosie« kolejną klasówkę i gderającą mamę”. W tym szczególnym okresie eksperymentowania ze swoją tożsamością ważne jest nie tylko nadzorowanie młodych ludzi, ale także wspieranie ich emocjonalne, ponieważ radzić sobie muszą z wieloma zmianami w obrazie własnego ciała i aktywnością hormonalną, a także innymi wyzwaniami tego okresu.

„Być pięknym za wszelką cenę”! Akceptacja siebie i potrzeba bycia akceptowanym

Każdy człowiek musi zaakceptować siebie. Co to właściwie znaczy? Pozwolę sobie na duże uproszczenie problemu, zainteresowanych odsyłam do bogatej literatury. Na co, jako rodzice lub właśnie dorośli chorzy, możemy zwrócić uwagę? Przede wszystkim warto pamiętać, że nie potrzeba być przewlekle chorym, by czuć się nieszczęśliwym. Wyniki wydają się zatrważające, bo większość współczesnych ludzi cierpi z powodu braku akceptacji własnego ciała. Człowiek to skomplikowana istota, najczęściej marzy o tym, czego właśnie nie ma i rzadko docenia to, co ma. Nie pomagają nam współczesne czasy, w których dodatkowo media narzucają określone wzory tego, jak mamy wyglądać, co jeść, czym się zajmować. Część z nas nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, jak staje się zakładnikiem obowiązującej mody, a  często nawet ofiarą diet czy operacji plastycznych. Na okładkach gazet królują atrakcyjne fizycznie wizerunki kobiet i mężczyzn, często komputerowo jeszcze upiększane. Trudno się więc dziwić, że porównania z nimi wypadają niekorzystnie. Czy to nie z tego powodu mamy wzrost zaburzeń odżywiania (anoreksja, bulimia i inne)? Wiesław Łukaszewski zwraca uwagę, że wciąż rośnie liczba osób niezadowolonych z własnego wyglądu, jednocześnie obniża się wiek osób, u których obserwuje się to zjawisko 8. U dziewcząt pojawia się około szóstego roku życia i gwałtownie nasila się w okresie dojrzewania, niekorzystnie wpływając na rozwój w postaci frustracji, stanów depresyjnych czy obsesyjnego dbania o wygląd. Współcześnie coraz częściej dotyczy to także chłopców. Oczywiście człowiek od zawsze starał się dbać o własne ciało, służyły temu ćwiczenia fizyczne, zabiegi higieniczne (kąpiele) czy kosmetyczne (makijaż, fryzura), a także troska o prawidłowe odżywianie i odpowiednią długość snu. W czasach współczesnych jednak stajemy się świadkami narzucanej standaryzacji wizerunku i społecznej zgody na obowiązek dostosowywania się do tych norm. Jest to poważny problem, z którego trzeba zdawać sobie sprawę i czynić go przedmiotem rozmów z młodzieżą, ponieważ zadowolenie z własnego wyglądu jest ważnym składnikiem samooceny, oczywiście w tym przypadku pozytywnej samooceny i w dalszej konsekwencji przekłada się na jakość relacji z innymi (chcemy być akceptowani, dostrzegać swoje podobieństwo do innych). Młodzi ludzie (niestety, coraz częściej nawet bardzo dojrzali) często nie mają świadomości, że narzucane medialne normy wizerunku to manipulacja, efekt obróbek w Photoshopie, które z rzeczywistością mają mało wspólnego. Osoby przewlekle chore, podobnie jak wszyscy inni, porównują siebie z rówieśnikami i, niestety, – ich zdaniem – wypadają gorzej, zwłaszcza w aspekcie fizycznym. Czasami wynika to z faktu, że narzucają sobie cele niemożliwe do osiągnięcia, podobnie jak ich zdrowi rówieśnicy, a czasami to choroba czyni spustoszenie w ich ciele. Problem polega na tym, aby porównując siebie z innymi, zwracać uwagę na pozytywne aspekty, a  nie tylko na negatywne. Różnice między ludźmi, podobnie jak i zwierzętami, są czymś naturalnym. Determinuje to nie tylko choroba. Słoń czy ryba nigdy nie wejdą na drzewo, czy to znaczy, że są gorsze od ptaków czy szympansów? Czasami porównywanie nie ma w ogóle sensu, ale w życiu jest to naturalną codziennością. Kiedy umiera ktoś z osób chorych, a  ja także walczę z taką samą chorobą, to od razu pojawia się pytanie: „Ile miał (miała lat) i jakie mutacje”? Chociaż wiemy, że wiele czynników determinuje stan naszego zdrowia, „lubimy się zadręczać”. Pomóc może pozytywne nastawienie, wiara, że nie damy się tak łatwo pokonać przeciwnościom losu. Jeśli akceptujemy siebie jako osobę chorą, to znaczy, że nie tylko przyjmujemy do wiadomości, iż być może będziemy się szybciej męczyć, nie będziemy w stanie wykonywać pewnych czynności, ale także nie ukrywamy tego przed innymi. Dzięki temu nie będziemy skupiać się nad tym, kiedy i gdzie złapie nas kaszel, bo jest naturalną częścią naszego życia, podobnie jak kichanie czy czkawka. W ten sposób objawy naszej choroby i „nasza inność” staną się także czymś naturalnym dla innych. Co to właściwie znaczy, że nasze dziecko jest osobą przewlekle chorą czy osobą sprawną inaczej? Niepełnosprawność w literaturze naukowej jest najczęściej rozumiana jako „ograniczenie, zaburzenie lub niemożność wykonywania czynności (realizowania sprawności) nabywanych w procesie rozwoju fizyczno-motorycznego, psychicznego i społecznego. Może ona mieć charakter przejściowy lub względnie trwały, może być jednorodna, obejmując tylko jedną sferę lub tylko niektóre jej procesy i funkcje, lub wieloraka, w postaci ograniczeń i zaburzeń sprzężonych, występujących w wielu sferach rozwoju” 9. Ale co tak naprawdę wynika z tej definicji? Dlaczego część osób wstydzi się faktu, że ma przyznany stopień niepełnosprawności? Amadeusz Krauze słusznie podkreśla, że „brak normy nie musi oznaczać nienormalności, że dysfunkcyjność nie jest jednoznaczna z łamaniem standardów społecznych, że odchył od normy w pewnym obszarze (np. wygląd, intelekt, brak prawidłowo działającego zmysłu) nie musi oznaczać wykraczania poza normę w innych obszarach, aż wreszcie, że niespełnienie wymogów normy pełnosprawności nie pozbawia szans na w miarę »normalne« funkcjonowanie” 10. W codziennej praktyce osoba z niepełnosprawnością ma szansę na normalne życie w miarę swoich możliwości. A  te możliwości wydają się nie mieć granic, bo oto w maratonie biegnie osoba chora na mukowiscydozę, a  na trudno dostępne szczyty wchodzą niewidomi i ludzie z protezami kończyn, a wielu tego nie potrafi, choć są ponoć pełnosprawni. Każda choroba wywołuje negatywne skutki w rozwijającym się organizmie, są one bardziej lub mniej widoczne. Jeśli młodemu człowiekowi trudno zaakceptować szczupłą sylwetkę, widoczny brak masy ciała, można próbować coś z tym zrobić. (Oczywiście nie mam w tym momencie na myśli sytuacji stanu niedożywienia, wtedy stosujemy zalecenia lekarza). Najbardziej efektywne wydają się ćwiczenia fizyczne. Znam młodych mężczyzn chorujących na mukowiscydozę, którzy fizycznie są bardziej sprawni niż osoby tzw. zdrowe. Choroba nie wyklucza uprawiania sportu, wprost przeciwnie, ma pozytywny wpływ na stan zdrowia i na naszą sylwetkę. To może być siłownia, ale także gra w piłkę, jazda na rowerze, bieganie, tenis czy taniec. Każdy może odnaleźć coś dla siebie. Oczywiście w okresie dorastania bardzo często występują dysproporcje w rozwoju fizycznym, można je korygować poprzez odpowiednio dobrany strój. Dziewczętom, mającym w tym wieku często kompleks np. małego biustu, pomóc mogą dostępne biustonosze „pushup”, które optycznie go powiększają i modelują. Takie drobiazgi zdecydowanie polepszają samopoczucie, warto, aby rodzice o tym pamiętali. Znam takie osoby, które potrafią w swojej chorobie znaleźć coś pozytywnego: „To eliksir młodości, nie musisz szukać żadnej diety odchudzającej i bez względu na upływający czas zawsze wyglądasz na osiemnastkę”. Nie każdy potrafi z takim dystansem podchodzić do siebie, a  tym bardziej do własnej choroby, ale, jak widać, jest to jednak możliwe i ma pozytywny wpływ na funkcjonowanie takich osób. Wśród chorych na mukowiscydozę, podobnie jak wśród innych młodych osób, możemy znaleźć prawdziwe piękności. Niestety, nawet w miarę obiektywna atrakcyjność fizyczna niekoniecznie przekłada się na ich zadowolenie z własnego ciała i sprawia, że osoby takie mają kompleksy z tym związane. Niektórzy twierdzą, że można, a  nawet warto nad tym popracować, aby mieć zadowolenie z własnego wyglądu, niekoniecznie jednak poprzez porównywanie się z medialnymi wzorcami. Mogą w tym pomóc bliskie osoby (rodzice, rodzeństwo, znajomi) poprzez rozmowę, podsunięcie dobrej lektury. Oczywiście nie ma gotowych recept. Mile widziana może być sugestia zmiany fryzury, wzięcie ciepłej kąpieli z zaczarowanym olejkiem, zmiana stylu ubierania, wizyta u kosmetyczki czy spotkanie w gronie przyjaciół, którzy nie będą szczędzić komplementów. Warto dyskretnie podsuwać różne pomysły. Wiele rzeczy może sprawić, że człowiek poczuje się lepiej, dla każdego może to być jednak coś innego. Jest co zabiegać, bo będąc zadowoleni z siebie, sprawiamy, że stajemy się bardziej atrakcyjni dla innych, a  to z kolei sprawia, że jesteśmy jeszcze bardziej zadowoleni z siebie, a wtedy chce się żyć i ma się więcej siły na walkę z trudnościami. Od nas wszystkich zależy, w jakim stopniu młody człowiek będzie radził sobie w codziennym życiu, zwłaszcza kiedy towarzyszy mu choroba. Kolejny raz chciałabym przywołać słowa księdza Józefa Tischnera, który trafnie zauważył, że człowiek jest „dla samego siebie pewnym zadaniem (…) jakimś darem, ale można także powiedzieć, że jest dla samego siebie jakimś nieszczęściem (…) Kiedy jesteśmy dla siebie, jesteśmy jednocześnie w jakiejś mierze przeciwko sobie” 11. Sukcesem jest zachowanie względnej harmonii, nie zawsze bywa ona jednak możliwa. Nie wolno dopuścić, by przeważyły zachowania „przeciwko sobie”. Przed nami – rodzicami, terapeutami – pojawia się problem, jak nauczyć młodego człowieka przyjaźni, nie tylko z innymi, ale przede wszystkim z samym sobą, aby nie utracił sensu życia, mimo choroby, a może się tak zdarzyć, zwłaszcza w sytuacjach zaostrzenia. Konieczność hospitalizacji, a  dodatkowo brak ośrodków leczenia dla dorosłych chorych (ich znaczne oddalenie od miejsc zamieszkania) sprawiają, że nasi podopieczni mają poczucie przygnębienia, niesprawiedliwości czy nawet braku wpływu na zdarzenia. Chciałabym na koniec podkreślić, że dla każdego młodego człowieka wchodzenie w dorosłość jest wielkim wyzwaniem. Warto zastanowić się nad tym, czego rzeczywiście pragniemy, a  jednocześnie, co jesteśmy w stanie osiągnąć, bez ryzyka pogorszenia stanu zdrowia. Dorastający chorzy muszą także chcieć o siebie zawalczyć, ale nie poradzą sobie bez wsparcia środowiska, w którym przyszło im żyć.

Bibliografia

  1. Czerepaniak-Walczak M. Stereotypy młodzieży: konieczność i możliwość odczarowania młodości [w:] Wychowanie. Pojęcia. Procesy. Konteksty. Interdyscyplinarne ujęcie, red. M. Dudzikowa, M. Czerepaniak-Walczak, t.1. Gdańsk: GWP, 2007.
  2. Herbert M. Rozwój społeczny ucznia. Poznanie potrzeb i problemów dzieci w okresie dorastania. Gdańsk: GWP, 2004.
  3. Krauze A. Współczesne paradygmaty pedagogiki specjalnej, Kraków: Oficyna Wydawnicza „Impuls”, 2010.
  4. Maciarz A. Dziecko niepełnosprawne [w:] Encyklopedia pedagogiczna XXI wieku, red. T. Pilch, t.1, Warszawa: Wydawnictwo Akademickie „Żak”, 2003.
  5. Łukaszewski W., Bądźcie piękni i nie lękajcie się, „Charaktery”, 2014, nr 7, s.18–27.
  6. Obuchowska I. Drogi dorastania. Warszawa: WSiP, 1996.
  7. Obuchowska I. Zagubieni w dorastaniu [w:] Zdrowie i choroba, pod red. J.M. Brzezińskiego i L. Cierpiałowskiej, Gdańsk: GWP, 2008.
  8. Sokołowska M. Umiejętności życiowe [w:] Edukacja zdrowotna. Podręcznik akademicki, pod red. B. Wojnarowskiej, Warszawa: PWN, 2007.
  9. Tischner J. Zdrowie młodzieży w aspekcie psychicznym [w:] Zdrowie dzieci i młodzieży w aspekcie fizycznym, psychicznym, społecznym i duchowym, red., A. Jopkiewicz, J. Schejbal, Kielce, 1998.
  10. Woynarowska B. (red.) Uczniowie z chorobami przewlekłymi. Jak wspierać ich rozwój, zdrowie i edukację, Warszawa: Wydawnictwo PWN, 2010.

Przypisy

  1. Por. I. Obuchowska. Zagubieni w dorastaniu [w:] Zdrowie i choroba, red. J.M. Brzeziński i L. Cierpiałowska. Gdańsk: GWP, 2008. ↩︎
  2. M. Herbert. Rozwój społeczny ucznia. Poznanie potrzeb i problemów dzieci w okresie dorastania. Przekład: Ewa Jusewicz-Kalter. Gdańsk: GWP, 2004. ↩︎
  3. I. Obuchowska. Drogi dorastania, Warszawa: WSiP, 1996, s. 201. ↩︎
  4. M. Sokołowska. Umiejętności życiowe [w:] Edukacja zdrowotna, red. B. Wojnarowska, Warszawa: PWN, 2007, s. 445. Zob. także: Woynarowska B. (red.) Uczniowie z chorobami przewlekłymi. Jak wspierać ich rozwój, zdrowie i edukację, Warszawa: PWN, 2010. ↩︎
  5. M. Czerepaniak-Walczak. Stereotypy młodzieży: konieczność i możliwość odczarowania młodości [w:] Wychowanie. Pojęcia. Procesy. Konteksty. Interdyscyplinarne ujęcie, red. M. Dudzikowa, M. Czerepaniak-Walczak, Gdańsk: GWP, 2007, t. 1, s. 179. ↩︎
  6. M. Twain. Przygody Tomka Sawyera, Kraków: Zielona Sowa, 1997. ↩︎
  7. J. Sikora. Ogólna charakterystyka psychospołeczna młodzieży w wieku gimnazjalnym [w:] Obyś cudze dzieci wychowywał… Jak sobie radzić z problemami wychowawczymi w gimnazjum (i nie tylko), red. M. Sakowska, J. Sikora, A. Żwirblińska, Kielce: OWN, 2003, s. 14. ↩︎
  8. W. Łukaszewski, Bądźcie piękni i nie lękajcie się, „Charaktery”, 2014, nr 7, s. 18–27. ↩︎
  9. A. Maciarz. Dziecko niepełnosprawne [w:] Encyklopedia pedagogiczna XXI wieku, red. T. Pilch, t.1, Warszawa: Wydawnictwo Akademickie „Żak”, 2003, s. 895. ↩︎
  10. A. Krauze. Współczesne paradygmaty pedagogiki specjalnej, Kraków: Oficyna Wydawnicza „Impuls” , 2010, s. 191. ↩︎
  11. J. Tischner. Zdrowie młodzieży w aspekcie psychicznym [w:] Zdrowie dzieci i młodzieży w aspekcie fizycznym, psychicznym, społecznym i duchowym, red., A. Jopkiewicz, J. Schejbal, Kielce, 1998, s. 127. ↩︎